Samoświadomość podróżnika. Kapuściński i jego dekonstrukcja własnego doświadczenia.

Tekst został opublikowany w tomie zbiorowym: Ryszard Kapuściński. Portret dziennikarza i myśliciela. Red. K. Wolny-Zmorzyński, W. Piątkowska-Stepaniak, B. Nierenberg, W. Furman, Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, Opole 2008, s. 237-244.

Twórczość Ryszarda Kapuścińskiego badana jest przez naukowców różnych dyscyplin, nie była jednak jak dotąd analizowana przez komunikologów. Poniższy szkic jest próbą spojrzenia na Kapuścińskiego właśnie z perspektywy badań nad komunikacją. Interesuje mnie zwłaszcza problem percepcji i komunikacja międzykulturowa jako element podróży rozumianej szeroko jako doświadczenie transkulturowe [1]. W tym kontekście postać Ryszarda Kapuścińskiego nabiera cech archetypicznych przypisywanych idealnym podróżnym różnych epok, jednocześnie jednak nosi znamiona bliskości i realności. Dzieje się tak dzięki jego licznym tekstom, które świadczą o jego postrzeganiu interesujących mnie zjawisk, jak również dzięki jego analizom własnego doświadczenia pisarskiego i podróżniczego, także percepcyjnego – czy szerzej – komunikacyjnego.

Nie zamierzam analizować tu wszystkich utworów Kapuścińskiego — byłby to materiał na całkiem obszerną książkę, nie na krótki artykuł. Wybierając „Lapidaria”, „Autoportret reportera” i „Podróże z Herodotem”, odnoszę się do pism Kapuścińskiego zawierających najwięcej uwag autorefleksyjnych oraz mających z założenia charakter metanarracyjny dotyczący interesującego mnie kontekstu podróży i pisania w podróży. Zamierzeniem moim jest naszkicowanie najważniejszych rysów dekonstrukcji własnego doświadczenia dokonanej przez reportera. Dekonstrukcji – gdyż nie jest to autoanaliza czy rekonstrukcja, ale świadome przewartościowanie własnego doświadczenia.

Rozważania Ryszarda Kapuścińskiego nad własnym pisarstwem i podróżami nie są jedynie uzupełnieniem jego pracy reporterskiej — raczej metanarracją towarzyszącą mu w „pracy terenowej”. Używam tego znaczącego antropologicznego terminu z całą świadomością podobieństw i różnic pomiędzy pracą reportera i antropologa. Kapuściński postrzegał sam siebie wszak nie tylko jako reportera czy pisarza, ale też jako badacza Inności [2]. Właśnie ze względu na ów skomplikowany profil podróżnika, jego refleksje dotyczące własnych wędrówek stanowią niezwykle interesujący i rzadki przykład głębokiej samoświadomości podróżnego. Własną twórczość związaną nieodłącznie z podróżowaniem Kapuściński wielokrotnie nazywał tłumaczeniem. Jego celem było przekładanie nie języków, a kultur [3]. Świadomie pełnił rolę, którą współcześni teoretycy podróży tacy jak Theron Nuñez, nazywają „człowiekiem marginalnym” czy „brokerem kultury”. W typologii Nuñeza rolę tę pełni zazwyczaj osoba, która inicjuje kontakty międzykulturowe, będąc z natury lub stając się z własnej woli nośnikiem wzorców obcej kultury, próbując nawiązać z nią kontakt, fascynując się nią, ucząc się jej języka i mówiąc o niej swoim pobratymcom. To osoba, bez której dialog kultur byłby niemożliwy. Podróżni rzadko bywają świadomi tej roli — jeszcze rzadziej pełnią ją rozumiejąc jako swą misję. Ryszard Kapuściński nie tylko świadomie notorycznie doprowadzał do wymiany międzykulturowej, ale też dostrzegał w niej sens podróży w ogóle, nie tylko podróży reporterskiej.

„Podróże z Herodotem” traktuję jako przykład świadomego rozliczenia się Kapuścińskiego z własną przeszłością w roli brokera kultury. Przeszłością zarówno podróżnika, jak i pisarza-reportera. Jest to dzieło dekonstruujące warsztat i światopogląd Kapuścińskiego, opowiadające w istocie o jego dorastaniu do roli twórcy posługującego się słowem w sposób dojrzały, potrafiącego nawiązać kontakt międzykulturowy i umiejącego czerpać wiedzę z przestrzeni obcej kulturowo i językowo. Jest to opowieść o uczeniu się praktyki komunikacji międzykulturowej przez człowieka chcącego poznać świat w czasach niekoniecznie temu sprzyjających. Kapuściński rozpoczyna swe podróże w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy kontakty pomiędzy kulturami nie były jeszcze elementem poprawnego politycznie dyskursu postmodernistycznego, a często przebiegały w krajach wychodzących z epoki kolonialnej w sposób wcale nie pokojowy. Herodot, który jest wyraźnym alter ego autora, a jednocześnie jego ideałem postawy otwartości na obcość — także podróżuje w czasach niezbyt przyjaznych podróżom międzykulturowym. Dla Kapuścińskiego ważny jest jednak pęd poznawczy, chęć zrozumienia obcości i świata.

Ja muszę podróżować, muszę jeździć. Kiedy posiedzę w jakimś miejscu, niekoniecznie w Polsce, gdziekolwiek, zaczynam się nudzić, zaczynam być chory, muszę jechać dalej. Strasznie jestem ciekaw świata. Zawsze ubolewałem, że jeszcze nie byłem tu i tam. [4]

Kapuściński zastanawia się nad tym, jaki mógł być jego wielki poprzednik, wyobraża go sobie na wiele sposobów — a jednak mamy wrażenie, że pisze o samym sobie, a w każdym razie o ideale reportera czy antropologa.

Możemy sobie wyobrazić takiego człowieka opętanego jakąś niedającą mu spokoju ideą. Jest ożywiony, nie może usiedzieć na miejscu, ciągle widzimy go gdzie indziej, wszędzie, gdzie się pojawi, wprowadza atmosferę poruszenia i niepokoju! Ludzie, którzy nie lubią ruszać się z domu i wychodzić poza własny opłotek, a takich jest zawsze i wszędzie większość, traktują owe nieprzystające do nikogo i niczego typy jako dziwaków, jako nawiedzonych, nawet — jako pomyleńców.
Być może tak właśnie współcześni patrzyli na Herodota. On sam nic o tym nie mówi. Zresztą, czy w ogóle zwracał na takie rzeczy uwagę? Był zajęty swoimi podróżami, przygotowaniami do nich, a potem selekcją i porządkowaniem przywiezionych materiałów. Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej. [5]

Warto zwrócić uwagę na dwie kwestie w przytoczonym fragmencie. Pierwsza to emocjonalne nacechowanie języka, zaznaczone nawet wykrzyknikiem. Druga — to przejście od formy trzecioosobowej do pierwszoosobowej (od „on” do „my”), które następuje jako próba uniwersalizacji i personalizacji doświadczenia podróży. Zakończenie, co nie budzi chyba wątpliwości, dotyczy na równi Herodota, jak i Kapuścińskiego. „Choroba na podróż” jest ich wspólną cechą.

Kapuściński dekonstruuje swój obraz dojrzałego reportera i artysty słowa, opisując banalne początki pasji pisarskiej i podróżniczej oraz pierwsze trudne kroki, jakie stawiał w zawodzie prasowego korespondenta zagranicznego. W „Autoportrecie reportera” ironicznie podsumowuje początki swej pracy zawodowej jako nieoczekiwany awans kiepskiego poety, próbującego nieudolnie naśladować Majakowskiego [6]. W „Podróżach z Herodotem” wspomina swe marzenie z młodości, dzięki któremu został reporterem — marzenie o „przekroczeniu granicy” i doświadczeniu inności. Jednocześnie opisuje swe pierwsze, nieudane z punktu widzenia profesjonalnego reportera podróże służbowe — do Indii i Chin. Oczywiście z perspektywy historii nabierają one sensu i mają wartość zdarzeń koniecznych — jednak w kontekście przebiegu efektywnej komunikacji międzykulturowej trudno zaliczyć je do sukcesów.

Dekonstrukcja roli reportera dokonywana jest tu poprzez krytykę błędów uniemożliwiających komunikację. Kompletny brak znajomości realiów danego kraju, brak podstawowej wiedzy kulturowej na dany temat, zarówno zapośredniczonej w lekturach, jak i w badaniach wstępnych czy dokumentacji oraz brak znajomości języków obcych czy też pisma obowiązującego w danej kulturze — jawią się tu jako elementy obrazu młodego człowieka nie przygotowanego zupełnie do przemierzania i rozumienia świata. Proces uczenia się obserwowania świata poprzez zdobywanie wiedzy i analizę rzeczywistości kulturowej jest żmudny.

Pierwsze spotkania z obcością stanowią serię szoków kulturowych — w samolocie, w sklepach, na ulicach i w kawiarni w Rzymie, na lotnisku, na ulicach i w hotelu w Delhi, w chińskim pociągu i na ulicach w Pekinie. To nie tylko szok spowodowany odmiennością przestrzeni, ale też zachowaniem ludzi, ich wyglądem, intencjami i próbami komunikacji. Można tu wspomnieć choćby ucieczkę przed rikszarzami w Delhi powodowaną chęcią sprostania wpojonym socjalistycznym przekonaniom o równości ludzi. Rikszarze mający nadzieję na zarobek i miskę ryżu oraz młody Kapuściński, czyli sahib-socjalista, nie chcący być „krwiopijcą uciemiężonych braci” — to bohaterowie tej sceny nieporozumienia cywilizacyjnego [7]. Tę historię zdobywania umiejętności rozumienia obcych kultur można określić jako wzloty i upadki ucznia praktyki komunikacji międzykulturowej. Praktyka ta obejmuje stopniowe poznawanie stylów i środków komunikacji właściwych danym kulturom (przede wszystkim związanych z komunikacją niewerbalną, zwłaszcza z proksemiką, haptyką, kinezyką i chronemiką) oraz pobudzanie własnej multisensorycznej wrażliwości na obcość.

Prowokuje ona także narastanie świadomości metodologicznej związanej z poznaniem w podróży — rozpoznawanie problemów poznania i technik opanowywania świata poprzez różnoraką wiedzę o nim. Po pierwsze, poprzez lekturę i język.

Chodziłem po mieście, notując napisy na szyldach, nazwy towarów w sklepach, słowa zasłyszane na przystankach autobusowych. W kinach zapisywałem po omacku, po ciemku, napisy na ekranie, spisywałem hasła z transparentów niesionych przez napotkanych demonstrantów. Docierałem do Indii nie przez obrazy, dźwięki i zapachy, ale poprzez język, w dodatku język nie rodzimie hinduski, ale obcy, narzucony, na tyle jednak zadomowiony, że był dla mnie kluczem niezbędnym, był tożsamy z tym krajem. Moje zapasy z Indiami to były w pierwszej rundzie zmagania z językiem. Pojąłem, że każdy świat ma własną tajemnicę i że dostęp do niej jest tylko na drodze poznania języka. Bez tego świat ów pozostanie dla nas nieprzenikniony i niepojęty, choćbyśmy spędzili w jego wnętrzu całe lata. Co więcej — zauważyłem związek pomiędzy nazwaniem a istnieniem, bo stwierdziłem po powrocie do hotelu, że widziałem na mieście tylko to, co umiałem nazwać, że na przykład pamiętałem napotkaną akację, lecz już nie drzewo, które stało obok niej, ale którego nazwy nie znałem. Słowem, rozumiałem, że im więcej będę znał słów, tym bogatszy, pełniejszy i bardziej różnorodny świat otworzy się przede mną. [8]

Podróż jest okazją do refleksji nad sposobami percepcji i budowaniem ideowego konstruktu świata — co w podróży reportera jest wszak bardzo istotne. Poczucie niemożności opisu kraju, którego nie sposób zrozumieć to generalnie doświadczenie Kapuścińskiego z tej pierwszej dalekiej podróży. Doświadczenie ogromu świata, jego różnorodności i wysokiego stopnia skomplikowania stanowią o jej wartości poznawczej. Kapuściński pisze, że podróż do Indii nauczyła go pokory. Pokory koniecznej, by poznać inną kulturę. Pokory, zachęcającej do wysiłku intelektualnego, zmuszającej do „długiego i solidnego przygotowania się” na spotkanie z innością [9].

W kolejną daleką podróż, do Chin, Kapuściński wyrusza już z walizką pełną książek. Jednak budowanie wiedzy o świecie dokonuje się na wiele sposobów. Nie tylko poprzez lekturę i język. Także poprzez ludzi, obrazy, dźwięki, smaki czy zapachy. W różnych swych dziełach Kapuściński korzysta z licznych metod poznania. Chiny przynoszą inny rodzaj świadomości niż Indie. Dominującym odczuciem jest otoczenie przez — jak sam to nazywa — „Wielki Mur Języka”. Kapuściński pisze o wrażeniu otoczenia przez niezrozumiały język, napisy, rozmowy, wyraz twarzy lub jego brak, transparenty, hasła, dźwięki z radia i z ulicy. Wobec tej niezrozumiałości, braku możliwości semiotycznego „zakorzenienia się” w kulturze poprzez słowo, logos — znaczenia nabiera obserwacja wizualna. Od razu nasuwają się też porównania z poprzednią podróżą.

A jednak choć alfabety hindi i chiński sprawiały mi jednakową trudność, różnica między zachowaniem ludzi w obu tych krajach była widoczna. Hindus jest istotą rozluźnioną. Chińczyk — spiętą i czujną. Tłum Hindusów jest bezkształtny, płynny i spowolniały, tłum Chińczyków uformowany w szeregi, zdyscyplinowany, maszerujący. Czuje się, że nad tłumem Chińczyków stoi dowódca, wyższy autorytet, natomiast nad tłumem Hindusów unosi się areopag niezliczonych i niczego nie wymagających bóstw. Jeżeli tłum Hindusów napotka coś ciekawego — przystaje, przygląda się i zaczyna dyskutować. W takiej samej sytuacji tłum Chińczyków będzie szedł dalej, zwarty, karny, ze wzrokiem utkwionym w wyznaczony cel […] zamiast pielgrzymów drogami idą brygady produkcyjne.

Różne też mają twarze.

Twarz Hindusa może zaskoczyć nas jakąś niespodzianką […] Takich niespodzianek nie sprawi nam twarz Chińczyka. Jest ona gładka i ma niezmienne rysy. Wydaje się, że nic nie może zburzyć jej nieruchomej powierzchni. To twarz, która mówi, że kryje coś, czego nie wiemy i nigdy nie będziemy wiedzieć. [10]

W wyprawie tej towarzyszy Kapuścińskiemu chiński tłumacz i przewodnik, jest on jednak raczej dozorcą politycznym i organizatorem czasu, niż translatorem obcej kultury. Stara się on kontrolować akty komunikacji międzykulturowej. Przewodnik jest cenzorem. Cenzorem o gładkiej twarzy, niepodatnej na analizę Europejczyka. Wyprawa ta również stanowiła nauczkę dla początkującego podróżnika — że obca cywilizacja, choć fascynująca, może stanowić przedmiot, którego nie sposób ogarnąć przez całe życie. Nawet mimo usilnych starań i pogłębionej lektury.

Po latach Kapuściński podsumuje swoje doświadczenia, pisząc, że trzy podstawowe źródła jego pisarstwa stanowią podróże, lektury i refleksje [11]. To również dzięki nim, będzie mógł stwierdzić, że jest zadomowiony na wielu kontynentach — ojczyznę podróżnika stanowią nie państwa, a różne adresy, drzwi, autobusy, budki z gazetami, twarze, głosy [12]. Domem jest jego pamięć o podróżach i przerwach w podróży. Jednocześnie z czasem zaczyna dostrzegać ulotność pamięci kulturowej — może stąd między innymi powrót i swoista rekonstrukcja, ale i dekonstrukcja własnych przeżyć reporetrskich z młodości. Mimo, iż nie były to przecież idealne podróże dziennikarskie czy badawcze, ich wspomnienie ocala pewien fragment rzeczywistości kulturowej, rzeczywistości przepuszczonej przez pryzmat spojrzenia początkującego podróżnika. Ocaliła je nieświadomie jego młodzieńcza chęć wchłonięcia wszystkich możliwych bodźców, towarzysząca mu od pierwszej chwili w drodze — po to, by poznać, zrozumieć. Wspominanie porażek komunikacyjnych pobudza jednocześnie refleksję metodologiczną nad sposobem percypowania świata, nad zdobywaniem informacji i wiedzy w podróży i w lekturze, nad samą materią języka, obrazu, nad pisaniem.

Traktuję język jako pojęcie szersze. Dla mnie językiem jest sytuacja, są gesty, barwa, kształt. Odbieram informacje nie tylko z tego, co ktoś mówi — lecz z całego pejzażu, klimatu, ze sposobu zachowania ludzi, z tysiąca szczegółów. To wszystko mówi, ta cała rzeczywistość, która mnie otacza. I mówi nie językiem, który wyraża się słowem, ale swoim językiem symboli, znaków. […] Głównie jest to odbiór wrażeniowy. To bardzo wyostrza wzrok — patrzenie i rozumienie świata poprzez widzenie świata. Byłem w krajach, których języka nie znałem, a musiałem informować, co się tam dzieje, interpretować fakty, które widziałem. Myślę, że przy pewnym doświadczeniu można wyrobić sobie inne sposoby percepcji świata, niekoniecznie językowe. [13]

Kapuściński z pełną świadomością ocenia swoje zróżnicowane sensorycznie metody zbierania informacji jako niezbędne w pracy reportera. Wielokrotnie wspomina doświadczenie z Teheranu, gdzie opisywał wydarzenia polityczne na podstawie zachowania ulicznego sprzedawcy [14]. Można zatem stwierdzić, że stał się nie tylko mistrzem słowa, ale też komunikacji międzykulturowej. Potrafił wykorzystać wiedzę z zakresu proksemiki, kinezyki czy psychologii — by osiągnąć zrozumienie Innego.

Można także zauważyć jego głęboką świadomość skutków użycia określonego medium przekazu czy zapisu. Wielokrotnie zastanawia się nad rolą środków masowego przekazu w zmianie sposobów komunikowania o zdarzeniach na świecie, często zauważa także, że użycie danego medium może stanowić o sukcesie, bądź porażce reportera. Z dystansem traktuje nagrywanie dźwięku czy obrazu na żywo, choć docenia ich zalety. Świadomie wykorzystuje fotografię. Ceni nie tylko wzrok, ale i słuch — może dlatego, że nie nagrywa. Często dekonstruuje sposoby działania mediów i obnaża nowe metody pracy dziennikarskiej. Wiąże się to właśnie z połączeniem pisarstwa z lekturą i podróżą. Nowe dziennikarstwo nie ma czasu ani na lekturę, ani na podróż jako doświadczenie, poznanie, niekończącą się rozmowę. Nastawione na fakty, liczby, sondaże i dane statystyczne, nie wyjaśnia świata, podając jedynie szokujące informacje [15]. Kapuściński dekonstruuje swoje podróże i pisarstwo także po to, by pokazać wartość zrozumienia, zatrzymania się, posłuchania drugiego człowieka, spokojnej refleksyjnej obserwacji. Pisząc wielokrotnie o swym warsztacie, o języku, postrzeganiu świata, próbuje powrócić do idei dziennikarstwa rozumiejącego i interpretującego. To w istocie postawa antropologiczna. Sam Kapuściński z czasem zaczyna to coraz wyraźniej akcentować [16].

Uważam się za badacza Inności — innych kultur, innych sposobów myślenia, innych zachowań. Chcę poznać pozytywnie rozumianą obcość, z którą chciałbym się zetknąć, aby ją zrozumieć. Chodzi o pytanie, jak na nowo i adekwatnie można opisać rzeczywistość. Czasami taki sposób pisania nazywa się pisaniem niefikcyjnym. Powiedziałbym, że chodzi tu o twórcze pisanie niefikcyjne. Osobista obecność jest tu bardzo ważna. Czasami spotykam się z pytaniem, kto jest bohaterem moich książek. Wówczas odpowiadam: ja nim jestem, ponieważ te książki opisują osobę, która podróżuje, przygląda się, czyta, rozmyśla i o tym wszystkim pisze. [17]

Claude Lévi-Strauss w latach pięćdziesiątych, czyli wtedy, gdy Kapuściński zaczynał swą karierę podróżniczą, zżymał się na pisanie, które wywodzi się z podróży. Uważał, że prowadzi ono najczęściej do banału i przechwałek [18]. Widział w podróżnikach ludzi, którzy stawiają się w roli autorytetu, choć zazwyczaj niewiele wiedzą. Raził go fakt, że podróżnik często opowiada o swych doświadczeniach, nadając im obiektywną wartość i uzurpując sobie prawo do ferowania wyroków na temat kultur, z którymi zetknął się jedynie przelotnie. Lévi-Strauss nie krył się specjalnie ze swą pogardą i zazdrością wobec „plemienia” zawodowych podróżników, którzy odgrywając bohaterów, nawet jeśli nie mają nic do powiedzenia, zawsze zdobywają bez trudu tłumy słuchaczy. To chwała, na jaką nie mógł liczyć antropolog. Ryszard Kapuściński — jako podróżnik i samozwańczy antropolog — takich słuchaczy i czytelników zdobył. W analizowanych tu dziełach sam podał receptę na sukces, opisując swoje metody pracy i historię własnych podróży oraz lektury. Wymagało to nie tylko talentu, ale i wytężonej pracy, lektury, refleksji, dystansu do własnych dokonań i umiejętności obserwacji oraz słuchania Innego.

Współczesna antropologia wciąż się tego uczy.

PRZYPISY:
[1] Por. A. Maj: Media w podróży. ExMachina, Katowice 2008.
[2] R. Kapuściński: Lapidarium II, [w:] Lapidaria, Warszawa 1997, s. 210.
[3] R. Kapuściński: Autoportret reportera, wybór K. Strączek, Kraków 2003, s. 21.
[4] Ibidem, s. 11.
[5] R. Kapuściński: Podróże z Herodotem, Kraków 2004, s. 79-80.
[6] R. Kapuściński: Autoportret reportera…, s. 9.
[7] Por. Podróże z Herodotem…, s. 22-23.
[8] Ibidem, s. 26.
[9] Por. Ibidem, s. 42.
[10] Ibidem, s. 66-67.
[11] R. Kapuściński: Lapidarium II…, s. 210.
[12] R. Kapuściński: Lapidarium I, [w:] Lapidaria…, s. 158.
[13] R. Kapuściński: Autoportret reportera…, s. 49-50.
[14] Por. np. Ibidem, s. 49.
[15] Kapuściński ocenia rozwój kultury i mediów podobnie do Neila Postmana, który pisze o istotnej różnicy pomiędzy wiedzą charakterystyczną dla Epoki Opisu, a informacją dominującą w Epoce Show Biznesu. Por. N. Postman: Zabawić się na śmierć, przeł. L. Niedzielski. Warszawa 2002.
[16] Por. R. Kapuściński: Ten Inny. Kraków 2006.
[17] R. Kapuściński: Lapidarium II…, s. 210-211.
[18] C. Lévi-Strauss: Smutek tropików, przeł. A. Steinsberg, Warszawa 1960, s. 39-40.

Reklamy
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: